Masz wrażenie, że Twoja łazienka pęka w szwach od masek i odżywek, a włosy wciąż żyją własnym życiem? Raz są matowe i szorstkie, innym razem bezwładnie oklapnięte, mimo że używasz „wszystkiego, co polecają”? Zwykle nie chodzi o to, że kosmetyk jest zły, tylko o to, że jest źle dobrany – do budowy Twojego włosa.
Kluczem jest porowatość. Za chwilę pokażę Ci, jak w prosty sposób sprawdzić porowatość włosów w domu i jak krok po kroku dopasować do niej pielęgnację, żeby w końcu mieć fryzurę, która dobrze wygląda nie tylko godzinę po myciu.
Czym właściwie jest porowatość włosów i po co Ci ta wiedza?
Wyobraź sobie włos jak maleńką choinkę. Pień to kora włosa, a łuseczki na zewnątrz to gałązki. To właśnie stopień odchylenia tych łusek nazywamy porowatością. Im bardziej są domknięte – tym niższa porowatość, im szerzej otwarte – tym wyższa.
W dużym uproszczeniu wyróżniamy trzy główne typy:
włosy niskoporowate – łuski mocno przylegają, powierzchnia jest gładka, włosy zwykle są śliskie, proste, często ciężkie, mają tendencję do szybkiego przetłuszczania i braku objętości;
włosy średnioporowate – łuski są lekko odchylone, to taki „złoty środek”; włosy podatne na stylizację, ale wrażliwe na błędy pielęgnacyjne;
włosy wysokoporowate – łuski są mocno rozchylone, włosy szybko chłoną wszystko, ale równie szybko tracą nawilżenie; często się puszą, łamią, są suche, szorstkie, z rozdwajającymi się końcówkami.
Dlaczego porowatość jest taka ważna? Bo decyduje o tym, jak Twoje włosy reagują na wodę, wilgoć z powietrza i składniki z kosmetyków. Włosy wysokoporowate piją maski jak gąbka, ale za chwilę znów są suche. Niskoporowate z kolei mają twardą, „oporną” strukturę – większość substancji aktywnych po prostu po nich spływa.
Znasz to, gdy kupujesz drogi olejek, wszyscy się nim zachwycają, a u Ciebie kończy się to klapą, przyklapem i koniecznością ponownego mycia? Bardzo możliwe, że po prostu nie jest dobrany do porowatości Twoich włosów.
Jak sprawdzić porowatość włosów w domu? 3 proste testy
Dobra wiadomość: nie musisz od razu zapisywać się do trychologa, żeby poznać porowatość swoich włosów. Możesz zrobić kilka domowych testów, które w większości przypadków dadzą całkiem wiarygodny obraz. Ważny warunek: każdy test wykonuj na włosach czystych, suchych i bez żadnych produktów – bez olejków, silikonowych serum, pianek, lakierów czy odżywek bez spłukiwania.
1. Test ze szklanką wody – najbardziej znany domowy test
To najpopularniejszy domowy test na porowatość włosów. Sprawdza, jak szybko włos chłonie wodę.
Jak wykonać test szklanki krok po kroku?
Przygotuj przezroczystą szklankę z letnią, najlepiej miękką lub przefiltrowaną wodą. Zbierz jeden lub kilka włosów ze szczotki – ale tylko takich, które są świeżo umyte i nieoblepione kosmetykami. Włosy połóż delikatnie na powierzchni wody i odczekaj ok. 5 minut, obserwując, co się dzieje.
Jak odczytać wynik?
- włos pływa na powierzchni – najpewniej masz włosy niskoporowate. Łuski są domknięte, woda nie wnika do środka;
- włos powoli opada i zatrzymuje się w połowie szklanki – to zwykle włosy średnioporowate;
- włos szybko opada na dno – to charakterystyczne dla włosów wysokoporowatych, które błyskawicznie piją wodę.
Dla kogo ten test ma sens? Dla większości osób o naturalnym kolorze włosów, które nie są ekstremalnie uszkodzone rozjaśnianiem na całej długości. Kiedy wynik może być przekłamany? Jeśli używasz gorącej wody (rozchyla łuski u każdego) albo jeśli włosy są oblepione silikonami – wtedy nawet wysokoporowaty włos może przez moment unosić się na wodzie.
To działa, ale… pamiętaj, że to szybki domowy eksperyment, nie badanie pod mikroskopem. Jeśli Twoje włosy są np. rozjaśniane tylko na końcach, różne partie mogą zachowywać się inaczej – i tak właśnie będzie w realu.
2. Test dotyku – sprawdzasz włos pod palcami
Ten test jest dobry, jeśli lubisz „czuć” różnicę, a nie tylko ją oglądać.
Jak go wykonać? Złap pojedynczy włos palcami jednej ręki przy końcówce. Palcami drugiej ręki (kciuk i palec wskazujący) przejedź po włosie od końca w stronę skóry głowy – czyli pod włos. Zrób to kilka razy, niezbyt delikatnie, ale też nie szarpiąc.
Jak interpretować?
Jeśli włos jest całkowicie gładki, śliski i nic „nie haczy” pod palcem – to sygnał, że łuski przylegają do siebie, czyli najpewniej masz włosy niskoporowate. Jeśli wyczuwasz nierówności, szorstkość, jakby drobne „schodki” – łuski są bardziej otwarte, co pasuje do włosów wysokoporowatych. Włosy średnioporowate zwykle są w dotyku nieco chropowate, ale nie „kolczaste”.
Dla kogo? Dla kobiet, które mają wyczucie dotyku i potrafią porównać np. włos przy nasadzie z włosem przy końcu. Kiedy nie ma sensu polegać tylko na tym teście? Gdy masz bardzo krótkie włosy lub mocno kręcone sprężynki – wtedy trudniej złapać pojedynczy włos i przesunąć palcem w górę.
Uważaj, jeśli robisz ten test zaraz po intensywnym proteino-wym locie albo po mocnym stylizatorze – włosy mogą być tymczasowo bardziej sztywne, co może dać mylny obraz.
3. Test obserwacyjny – jak Twoje włosy zachowują się na co dzień?
Trzeci sposób nie wymaga żadnych akcesoriów. Po prostu przyglądasz się swoim włosom. To trochę jak czytanie między wierszami, ale na co dzień robi to większość fryzjerów.
Zadaj sobie kilka pytań:
Jak szybko schną Twoje włosy? Jeśli po umyciu i odsączeniu w ręcznik schną naturalnie 3–4 godziny, a suszarka zajmuje Ci długo – zwykle oznacza to niską porowatość. Jeśli wysychają same w 20–30 minut – bardzo możliwe, że są wysokoporowate.
Jak reagują na deszcz i wilgoć? Znasz to, gdy wychodzisz z domu z pięknymi, gładkimi włosami, a po pięciu minutach w lekkiej mgle masz na głowie puszącą się chmurkę? To typowe dla wysokiej porowatości. Jeśli deszcz po nich spływa, a fryzura niemal się nie zmienia – najpewniej są niskoporowate.
Czy łatwo się stylizują? Włosy średnioporowate zwykle „słuchają się” lokówki i suszarki, trzymają skręt, ale nie są bardzo kapryśne. Niskoporowate trudno zakręcić, szybko prostują się po stylizacji. Wysokoporowate z kolei chętnie łapią skręt, ale potrafią też nadmiernie się spuszyć.
Dla kogo? Dla każdej z nas na co dzień. Kiedy może wprowadzać w błąd? Jeśli przez długi czas używałaś bardzo ciężkich silikonowych kosmetyków – włosy mogą wyglądać na gładsze i zdrowsze, niż są w rzeczywistości.
To działa, ale pamiętaj: test obserwacyjny opiera się na Twoim odczuciu. Warto połączyć go z testem szklanki albo dotykowym, zamiast polegać tylko na jednej metodzie.
Co jeśli testy pokazują różne wyniki?
Zdarza się to częściej, niż myślisz. Przykład z życia: Ola ma naturalnie niskoporowate włosy przy nasadzie, ale kilka lat rozjaśniania końcówek sprawiło, że od ucha w dół jej włosy przypominają typowe wysokoporowate – suche, łamliwe, ale za to „trzymają loki”. Test szklanki może więc dać różne wyniki, zależnie od tego, z której części głowy złapiesz włos.
Jeśli widzisz, że przy skórze włosy są gładkie i lśniące, a końce – spuszone i szorstkie, traktuj je jak dwa osobne „typy”. Możesz:
– stosować delikatne, lekkie produkty od ucha w górę, żeby nie obciążać nasady,
– a bardziej odżywcze, dociążające maski i oleje – na długości i końcach.
Nie zakładaj też, że porowatość raz ustalona zostaje z Tobą na zawsze. Ciepło suszarki, prostownica, farbowanie, nawet ostre ręczniki mogą ją „podnieść”, czyli otworzyć łuski. Z kolei świadoma pielęgnacja, olejowanie i delikatne obchodzenie się z włosami potrafią z czasem je wygładzić i obniżyć ich porowatość.
Pielęgnacja włosów a porowatość – jak dobrać kosmetyki?
Kiedy już wiesz (przynajmniej orientacyjnie), jaką porowatość mają Twoje włosy, możesz w końcu zacząć mądrze wybierać produkty. Wtedy nagle okazuje się, że nie potrzebujesz 20 masek, tylko 3–4 dobrze dobrane.
Pamiętaj o jednej zasadzie: dla każdej rekomendacji warto wiedzieć, dla kogo jest, kiedy nie ma sensu i jak jej używać w praktyce. Przejdźmy więc po kolei przez trzy typy porowatości.
Włosy niskoporowate – gładkie, ale często bez życia
To zwykle włosy proste, grube lub średniej grubości, śliskie w dotyku. Pięknie błyszczą, ale łatwo się przetłuszczają, szybko oklapują i trudno zwiększyć ich objętość. Często słyszysz, że „masz zdrowe włosy, ale nic się na nich nie trzyma”.
Czego potrzebują? Lekkich formuł, które ich nie obciążą, łagodnego oczyszczenia i kosmetyków o małych cząsteczkach, które są w stanie przeniknąć przez mocno domkniętą łuskę.
Dobrze sprawdzają się m.in.:
– ziołowe szampony i wcierki (np. z pokrzywą, skrzypem),
– glinki i delikatne peelingi do skóry głowy,
– oleje i masła o drobnych cząsteczkach: kokos, babassu, masło shea, masło mango.
Dla kogo taka pielęgnacja? Dla kobiet, których włosy szybko się przetłuszczają, są śliskie, trudne do uniesienia u nasady i wolno schną. Nie ma sensu, jeśli masz włosy spuszone, mocno zniszczone rozjaśnianiem – wtedy raczej nie jesteś niskoporowata.
Jak stosować to w praktyce? Zamiast ciężkiej maski po każdym myciu, sięgnij częściej po lekkie odżywki do spłukiwania tylko na długości (nie przy samej skórze). Olejowanie rób rzadziej i krócej – np. raz na 1–2 tygodnie, na max godzinę, używając naprawdę niewielkiej ilości oleju. Lepiej sprawdzi się też mycie metodą „szampon+odżywka” niż np. co-wash ciężkim kremem.
To działa, ale… uważaj, żeby nie przesadzić z proteinami (keratyna, jedwab) w wysokich stężeniach. Na niskoporowatych włosach łatwo dają efekt twardej miotły, zamiast gładkiej tafli. Wprowadzaj je oszczędnie, obserwując reakcję włosów.
Włosy średnioporowate – najbardziej „elastyczne”, ale wrażliwe na błędy
To typ, który ma chyba najwięcej fanek, bo stosunkowo łatwo nad nim zapanować. Włosy średnioporowate delikatnie się falują lub są proste, mają skłonność do lekkiego puszenia i matowości, czasem łatwo się łamią, ale jednocześnie dobrze reagują na dobrze dobraną pielęgnację.
Czego potrzebują? Przede wszystkim równowagi PEH, czyli zachowania balansu między:
– P (proteiny – odbudowa),
– E (emolienty – natłuszczanie, ochrona),
– H (humektanty – nawilżanie).
W praktyce oznacza to, że Twoja pielęgnacja nie powinna uciekać ani w samą „tłustość”, ani w same nawilżacze, ani w ciągłe proteinowanie. Dobrze sprawdzają się oleje takie jak: oliwa z oliwek, olej ze słodkich migdałów, olej awokado, olej rycynowy.
Dla kogo? Dla kobiet, u których włosy są „średnio” we wszystkim: schną umiarkowanie szybko, czasem się puszą, ale nie zawsze, czasem są oklapnięte, ale też nie codziennie. Lokówka zazwyczaj je łapie, ale skręt nie jest super trwały.
Jak pielęgnować w praktyce? Wprowadź system: raz na jakiś czas maska proteinowa (np. raz na 1–2 tygodnie), między nimi nawilżające i emolientowe. Obserwuj, po czym włosy są najbardziej miękkie i sprężyste. Olejuj włosy na 40–60 minut przed myciem, używając umiarkowanej ilości oleju, np. na podkład z żelu aloesowego czy lekkiej odżywki.
Uważaj, jeśli masz tendencję do „przeproteinowania” – kiedy przesadzisz z proteinami, włosy stają się sztywne, tępe, łamliwe. Wtedy na jakiś czas odstaw proteiny i sięgnij po mocniejsze emolienty i humektanty.
Włosy wysokoporowate – przesuszone, łamliwe, ale z potencjałem
To zwykle włosy po rozjaśnianiu, farbowaniu, częstej stylizacji na gorąco lub po prostu naturalnie kręcone, cienkie i delikatne. Szybko schną, chłoną wilgoć z powietrza, przez co natychmiast się puszą. Szybko też tracą nawilżenie.
Czego potrzebują? Przede wszystkim dociążenia i ochrony – czyli emolientów, które otulą włos, oraz protein wielkocząsteczkowych (np. keratyny, jedwabiu, protein pszenicy czy owsa), które uzupełnią ubytki w strukturze. Dobrze działają oleje takie jak: lniany, z czarnuszki, z wiesiołka, z pestek winogron.
Dla kogo? Dla kobiet, które po każdym myciu widzą w lustrze „miotełkę” zamiast gładkiej tafli, a końce wyglądają na wiecznie przesuszone. Lokówka daje mocny skręt, ale jednocześnie włosy łatwo się plączą i łamią.
Jak wprowadzić to w życie? Stawiaj na bogatsze maski emolientowe i proteiny, ale nie każdorazowo. Włosy wysokoporowate często najlepiej reagują na system np.: jedno mycie – maska nawilżająco-emolientowa, kolejne – proteinowo-emolientowa. Olejuj częściej niż przy włosach niskoporowatych – np. raz w tygodniu, nawet na 1–2 godziny przed myciem. Po każdym myciu warto nałożyć odrobinę serum silikonowo-emolientowego na końce.
To działa, ale… uważaj, żeby nie przedobrzyć z ilością i częstotliwością produktów. Wysokoporowate włosy potrafią w pewnym momencie powiedzieć „dość” i zacząć się zlepiać, wyglądać na brudne, choć tak naprawdę są przeładowane kosmetykami. Zasada „mniej, ale mądrzej” jest tu naprawdę na miejscu.
Domowy plan pielęgnacji krok po kroku – jak to poukładać?
Wiesz już, jak sprawdzić porowatość włosów i czego mniej więcej potrzebuje każdy typ. Teraz uporządkujmy to w prosty schemat, który możesz dopasować do siebie.
Na początek możesz oprzeć się na jednym, ogólnym planie tygodniowym i modyfikować go w zależności od reakcji włosów.
Przykładowy plan bazowy
1. Mycie i oczyszczanie
Myj włosy tak często, jak potrzebujesz – co 2, 3 lub 4 dni. Raz na 1–2 tygodnie wprowadź mocniejsze oczyszczanie szamponem z SLS/SLES (szczególnie jeśli używasz silikonów). Dla kogo? Dla każdej porowatości. Kiedy nie ma sensu robić tego zbyt często? Gdy masz bardzo suche, kręcone włosy wysokoporowate – wtedy intensywne oczyszczanie rób raczej rzadziej, np. raz na 3–4 tygodnie.
2. Odżywka po każdym myciu
Niezależnie od typu włosów – po myciu zawsze nakładaj odżywkę lub lekką maskę na długości. Dla włosów niskoporowatych wybierz lekkie formuły, dla wysokoporowatych – bardziej kremowe, dociążające. Nie ma sensu nakładać ciężkiej maski przy samej skórze, jeśli Twoje włosy lubią się przetłuszczać.
3. Maska raz–dwa razy w tygodniu
Dobierz ją do porowatości: niskoporowate – raczej nawilżająco-emolientowe, lekkie; średnioporowate – rotacja PEH; wysokoporowate – proteiny i emolienty. Zostawiaj na włosach zgodnie z zaleceniami (często 10–20 minut), nie na godzinę „bo tak będzie lepiej” – czasem daje to odwrotny efekt.
4. Olejowanie włosów
To świetne wsparcie dla każdej porowatości, o ile dobierzesz odpowiedni olej i częstotliwość. Niskoporowate – rzadziej, mniejsza ilość, oleje o małych cząsteczkach. Wysokoporowate – częściej, więcej, oleje bogate w kwasy wielonienasycone. Jeśli po kilku próbach włosy są zawsze tłuste i oklapnięte, olejowanie w takiej formie może po prostu nie być dla Ciebie – spróbuj wtedy tzw. „olejowania na odżywkę” lub postaw na bogatsze maski zamiast klasycznego oleju.
5. Ochrona końcówek
Po każdym myciu nałóż kroplę serum silikonowo-emolientowego na końce. Dla kogo? Zwłaszcza dla średnio- i wysokoporowatych włosów oraz dla tych zniszczonych mechanicznie (ocieranie o kurtkę, rozjaśnianie). Nie ma sensu rezygnować z takich serum z obawy przed „chemicznym składem” – to one realnie chronią końcówki przed kruszeniem.
Najczęstsze błędy przy określaniu porowatości włosów
Wiele kobiet po zrobieniu testu na porowatość włosów mówi: „Wyszło mi coś pośrodku, nic z tego nie rozumiem”. Zwykle winne są drobne potknięcia.
1. Testowanie tylko zniszczonych końców
Jeśli Twoje włosy przy skórze są w naturalnym kolorze, nigdy nie były farbowane i wyglądają zdrowo, a końce są rozjaśniane i przerzedzone, to jest duża szansa, że przy głowie masz niską lub średnią porowatość, a na końcach – wysoką. W takim wypadku nie wysnuwaj wniosków na temat całej głowy z jednego włosa złapanego z samych końców.
2. Zbyt ciepła lub twarda woda w teście szklanki
Gorąca woda rozchyla łuski wszystkich włosów, przez co nawet niskoporowaty włos może opaść na dno i wyjść „wysokoporowaty”. Twarda woda z kolei może oblepić włos minerałami i spowodować dziwne zachowanie w trakcie testu. Dlatego zawsze używaj chłodnej lub letniej, najlepiej filtrowanej wody.
3. Wiara, że porowatość nigdy się nie zmienia
Porowatość to nie kolor oczu. Z czasem, pod wpływem stylizacji, warunków atmosferycznych, pielęgnacji – potrafi się zmieniać. Zbyt częste prostowanie, rozjaśnianie, mocne tarcie ręcznikiem i spanie w mokrych włosach są w stanie podnieść porowatość. Z kolei olejowanie, łagodniejsze mycie, podcinanie końcówek – mogą ją obniżyć, przynajmniej wizualnie.
4. Opieranie się tylko na jednym teście
Test szklanki wyszedł Ci „wysokoporowaty”, ale włosy schną długo, nie puszą się na deszczu, trudno je zakręcić? Coś tu nie gra. Zawsze konfrontuj testy z tym, co widzisz i czujesz na co dzień. Czasem wystarczy zmienić metodę lub powtórzyć eksperyment na innych włosach.
FAQ – szybkie odpowiedzi na częste pytania
Czy domowe testy na porowatość włosów są wiarygodne?
Są orientacyjne. Dają dobry punkt wyjścia, ale nie zastąpią badania pod mikroskopem. Traktuj je jako wskazówkę i zawsze porównuj z tym, jak Twoje włosy zachowują się na co dzień.
Jak często trzeba powtarzać test na porowatość?
Nie musisz robić go co miesiąc. Wystarczy raz na kilka–kilkanaście miesięcy lub po dużej zmianie, np. po rozjaśnianiu, keratynowym prostowaniu czy znacznym zapuszczeniu włosów.
Czy mogę mieć różną porowatość przy nasadzie i na końcach?
Tak, to bardzo częste. Zdrowe, niefarbowane włosy przy skórze bywają nisko- lub średnioporowate, a końce – po farbowaniu czy stylizacji – wysokoporowate. Warto wtedy stosować delikatniejsze produkty przy nasadzie i bogatsze na długości.
Czy porowatość da się „wyleczyć”?
Nie można jej całkowicie zmienić, ale można poprawić stan włosa – wygładzić łuski, zmniejszyć puszenie, wzmocnić końcówki. Odpowiednia pielęgnacja sprawia, że nawet wysokoporowate włosy mogą wyglądać zdrowiej i być łatwiejsze w stylizacji.
Czy olejowanie włosów jest dobre dla każdego typu porowatości?
W teorii tak, ale w praktyce nie każda z nas je polubi. Niskoporowate włosy łatwo przeciążyć, wysokoporowate mogą kochać olejowanie. Jeśli po kilku próbach włosy są ciągle tłuste, oklapnięte lub bez życia – spróbuj innego oleju, krótszego czasu lub postaw na bogatsze maski zamiast klasycznego olejowania.
Podsumowanie – 5 minut, które może zmienić Twoje włosy
Określenie porowatości włosów to fundament świadomej pielęgnacji. Zamiast kupować kolejne przypadkowe produkty i liczyć, że „może tym razem się uda”, poświęć te kilka minut na prosty test ze szklanką wody i spokojną obserwację swoich włosów.
Gdy poznasz porowatość, wybór kosmetyków przestanie być loterią. Zaczniesz świadomie sięgać po składniki, które rzeczywiście mają szansę zadziałać na Twoje włosy. W efekcie zobaczysz więcej blasku, miękkości i sprężystości – i to często znacznie szybciej, niż się spodziewasz.
Porowatość to nie wyrok, ale drogowskaz. Kiedy wiesz, w którą stronę iść, cała reszta zaczyna się po prostu układać.
Foto: Anastacia Cooper z Pixabay